Poleć znajomym

Zespół destrukcyjnego rozregulowania nastroju

Autor: , 2 sierpnia 2013 w Dziecko, Komentarze (6) »

Uciążliwe napady histerii u dzieci to klasyczne zachowania przypadające na okres między 1.5 a 4 rokiem życia. Okazuje się jednak, że skłonność do zbyt częstych wybuchów złości sklasyfikowano właśnie jako zaburzenie psychiczne.

Po ponad dekadzie przygotowywań, Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) opublikowało kolejną wersję swojej klasyfikacji zaburzeń psychicznych, która od lat wyznacza kryteria diagnozowania zaburzeń i wskazuje dostępne metody ich leczenia. W najnowszej klasyfikacji uwzględniono wiele nowych jednostek chorobowych, i tak obok uzależnienia od Internetu i zbieractwa, pojawił się zespół destrukcyjnego rozregulowania nastroju, w skrócie DMDD (z ang. disruptive mood dysregulation disorder).

Jak można się domyślać, oficjalne uznanie nowego zaburzenia dotyczącego zachowania dzieci natychmiast wywołało burzę. Gdy pojawia się kolejny „zespół”, który stwarza okazję do nadużyć diagnostycznych i otwiera furtkę koncernom farmaceutycznym, kontrowersje są nieuniknione. Z drugiej strony, zwolennicy nowego wpisu sugerują, że zmniejszy on drastycznie rosnący odsetek diagnoz zaburzeń afektywnych dwubiegunowych u dzieci, a co za tym idzie, nieuzasadnionego stosowania silnych leków.

Pochopne diagnozy

Wzmożone pobudzenie, nasilona drażliwość ze skłonnością do buntowniczych i histerycznych zachowań, agresja i skłonność do narzucania innym swojej woli to stosunkowo częste objawy zaburzeń afektywnych dwubiegunowych u dzieci. Maluchy zwykle nie wykazują objawów, które u dorosłych nie pozostawiają wątpliwości diagnostycznych, dlatego podejrzewa się, że w wielu przypadkach dochodzi do nieuzasadnionego rozpoznania i niepotrzebnej farmakoterapii (między latami 1994-2003 odsetek diagnoz wzrósł aż 40-krotnie).

Część psychiatrów sugeruje, że wiele z tych dzieci nie wykazuje objawów spełniających kryteria diagnostyczne choroby dwubiegunowej, np. drażliwość i pobudzenie emocjonalne nie występują w postaci epizodów lecz zjawiska ciągłego. To z kolei wskazywałoby na odrębną jednostkę chorobową. APA przychyliło się do tej opinii i umieściło taką jednostkę w najnowszym wydaniu klasyfikacji chorób psychicznych.

I tu znowu rodzi się problem, bo wielu specjalistów uważa, że przedstawione kryteria są mało użyteczne i lekarze wciąż nie będą w stanie postawić prawidłowej diagnozy.

Za i przeciw

Pojawienie się zespołu destrukcyjnego rozregulowania nastroju jako odrębnego zaburzenia może okazać się pomocne z powodu wspomnianego wcześniej – być może ograniczy liczbę niewłaściwych diagnoz zaburzeń dwubiegunowych i przyczyni się do rozwoju wiedzy w zakresie skutecznego radzenia sobie z chorobliwymi wybuchami złości u dzieci.

Istnieją jednak obawy, że dojdzie do obniżenia progu diagnostycznego i zespół destrukcyjnego rozregulowania nastroju będzie stwierdzać się u dzieci, które doświadczają po prostu przejściowych problemów. Konsekwencją będzie to, że ogólna liczba diagnoz zaburzeń psychicznych u dzieci wzrośnie i trudno będzie dojść do tego, co dzieje się z małymi pacjentami, którzy naprawdę zmagają się z chronicznymi zaburzeniami nastroju i zachowania.

Kryteria diagnostyczne

Jak zatem odróżnić popularną u dzieci chwiejność emocjonalność od DMDD? Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne precyzuje, że aby mówić o przypadku DMDD, ataki niekontrolowanej wściekłości powinny zdarzać się co najmniej trzy razy w tygodniu i utrzymywać się minimum przez rok. Charakterystyczne dla takich wybuchów jest też to, że dochodzi do nich w różnych sytuacjach, w których trudno o racjonalne uzasadnienie napadu złości. Z pewnością nie można mówić o DMDD, gdy głodne, niewyspane lub znudzone dziecko wpada w histerię w sklepie, na placu zabaw czy w restauracji albo zachowuje się histerycznie w towarzystwie tylko jednego rodzica.


Dużo mówi się o tym, że choroby psychiczne to lukratywny "biznes" dla koncernów farmaceutycznych. Jak myślicie? Czy dzieci faktycznie, z różnych powodów, coraz częściej zmagają się z rozmaitymi zaburzeniami, czy raczej ulegamy jakiejś manipulacji i diagnostycznej obsesji? A może w wielu przypadkach po prostu idziemy na łatwiznę i usprawiedliwiamy błędy wychowawcze "chorobą"?

Tagi: uciążliwe zaburzenia labilności nastroju, napady złości, atak histerii, zaburzenia psychiczne u dzieci

Podobne artykuły:

  • Zaparcia u dzieci

    Zaparcia u dzieci

    Zaparcia u dzieci pojawiają się wtedy, gdy malec wypróżnia się rzadziej niż dotychczas, a jego kupki są twarde. Sprawdź, jak możesz pomóc malcowi, którego dotknął ten problem. Więcej »

  • Napady złości u dzieci

    Napady złości u dzieci

    Wijący się na podłodze sklepu i głośno krzyczący maluch to kłopotliwa sytuacja dla rodzica. Jaka jest geneza takich napadów złości i jak im zapobiegać? Więcej »

  • Zespół Aspergera

    Zespół Aspergera

    Pierwsza wzmianka na temat tej choroby pojawiła się 1944 roku, a opisał ją austriacki psychiatra Hans Asperger. Przez wiele lat badania te były lekceważone. Dopiero w latach 80 odnalazła je ... Więcej »

  • Zaburzenia odżywiania - Niepokojące symptomy

    Zaburzenia odżywiania - Niepokojące symptomy

    Odmawia wspólnych posiłków, często mówi o diecie, liczy kalorie lub wręcz przeciwnie, objada się w samotności? Sprawdź czy twoje dziecko nie ma problemów z odżywianiem. Więcej »

Komentarze

  1. mamaela 2 sierpnia 2013, 9:45

    ciekawe :)

  2. Kori (Gość) 2 sierpnia 2013, 9:54

    Hm... wszystko pasuje do mojej teściowej :)

  3. Malinka 3 sierpnia 2013, 22:12

    Fajny artykuł.

  4. maInka 4 sierpnia 2013, 13:20

    Ciekawy artykuł. Uważam, że w głównej mierze najpierw rodzice powinni zmienić swoje techniki wychowawcze i poświęcać więcej czasu dzieciom . Jeśli faktycznie z ich strony jest 100% siebie a dziecko nadal ma różne wybuchowe nastroje wtedy można a nawet trzeba zgłosić się do specjalisty.

  5. neri84 5 sierpnia 2013, 11:07

    Wszystko po to, by rodzice mogli wytłumaczyć źle wychowane dziecko i to, że nie mają czasu / chęci na jego wychowanie, bo wychowanie dziecka to ciężka praca, do której nie wszyscy się na dają.

  6. mika* (Gość) 1 maja 2014, 15:25

    Moim zdaniem łatwo diagnozować takie zaburzenie w dzisiejszym świecie, gdzie rozwój techniczny przegania nasza biologię. Małe dzieci są zupełnie inaczej wychowywane niż np. te 25-30 lat temu. Przede wszystkim są przebodźcowane- ich układ nerwowy nie przetwarza tak dużej ilości atrakcji. Fundujemy dzieciom ciągłą aktywność- ilość zabawek, w bardzo kolorowych pokojach, hałas wszelkich urządzeń w domu, począwszy od często włączonego telewizora lub radia do elektronicznych bajkoczytaczy lub śpiewających autek lalek. Komputery, tablety, telefony, którymi sprawnie operują trzylatkowie to koszmar dla ich pobudliwości. Do tego dokładamy super kolorowe, atrakcyjne place zabaw, aktywności w postaci tysiąca zajęć dodatkowych i maluch wysiada, po prostu często nie daje rady. Dziecko potrzebuje bardziej niż nam się wydaje świętego spokoju i nudy, tak nudy, bo nuda jest twórcza. Ale w czasie nudy, maluchy czasem nam mogą poprzeszkadzać, nabałaganić, nabić sobie guza (tak jak my byśmy ich nie mieli w dzieciństwie kilkunastu) dzisiaj dzieci nie mają zdartych kolan, jednego patyka do zabawy i zużytego rowerka, ale zespół destrukcyjnego rozdrażnienia. Jakie to smutne dla nas i dla nich.