ja przyjechałam przy pierwszej ciąży za wcześnie i rzeczywiście zostałam odprawiona z kwitkiem, ale potem o mały włos a nie urodziłabym naszego synka w domu. tak poród przyspieszył, a do szpitala było kilkadziesiąt minut. na szczęście wszystko się dobrze skończyło. trzeba jednak czasem uważać z tym powrotem do domu.
to prawda ze najlepiej spedzic jak najwiecej czasu w domu ja z bolami w domciu siedzialam 21 h jak pojechalam do szpitala mialam 6 cm rozwarcia a po 20 min w basenie bylo 10 cm porod wspominam jako najpiekniejszy dzien w moim zyciu
Nie zawsze - ja pojechałam od razu i nikt mnie nie odeslal do domu - malo tego, kiedy przy 4 cm rozwarcia nastapily komplikacje cale szczescie ze bylam na miejscu i personel szpitalny mogl natychmiast zareagowac. Dzieki nim po nastepnych 4 godzinach urodzilam zdrowego, slicznego synka - a nie wiadomo jakby sie skonczylo gdybym czekala do ostatniej chwili w domu....
bóle mi się zaczęły późnym wieczorem, ale były tak słabe, że nie dowierzałam że to już, zastanawiała mnie tylko ich regularnoś co 4 -5 min juz od pierwszego skurczu. nie odeszły mi wody nie wypadł czop, tylko regularne skurcze. pojechałam wczesnym ranem miałam tylko 1,5cm rowarcia. nie było mowy o odprawie. dopiero na miejscu wszystko szybko się potoczyło z 1,5cm w dwie godz. zrobiło się 10cm i czas było rodzić. więc nie warto czekać bo nigdy nic nie wiadomo. A pęcherz płodowy przekłuto mi dopiero jak miałam 10 cm i czas było przeć.
...tak więc to, że na początku wszystko idzie wolniutko nie oznacza, że nagle się nie rozkręci... ja dopiero w szpitalu dostałam silnych bóli, wcześniej były podobne do okresu. więc jak bym jeszcze jakieś pół godzinki zwlekała w domu to później musiała bym jechać karetką bo bół był tak silny, że nie mogłam się ruszyć a pod opieką szpitalna czułam się bezpiecznie....no i mąż był cały czas przy mnie.
Komentarze
ja przyjechałam przy pierwszej ciąży za wcześnie i rzeczywiście zostałam odprawiona z kwitkiem, ale potem o mały włos a nie urodziłabym naszego synka w domu. tak poród przyspieszył, a do szpitala było kilkadziesiąt minut. na szczęście wszystko się dobrze skończyło. trzeba jednak czasem uważać z tym powrotem do domu.
to prawda ze najlepiej spedzic jak najwiecej czasu w domu ja z bolami w domciu siedzialam 21 h jak pojechalam do szpitala mialam 6 cm rozwarcia a po 20 min w basenie bylo 10 cm porod wspominam jako najpiekniejszy dzien w moim zyciu
Nie zawsze - ja pojechałam od razu i nikt mnie nie odeslal do domu - malo tego, kiedy przy 4 cm rozwarcia nastapily komplikacje cale szczescie ze bylam na miejscu i personel szpitalny mogl natychmiast zareagowac. Dzieki nim po nastepnych 4 godzinach urodzilam zdrowego, slicznego synka - a nie wiadomo jakby sie skonczylo gdybym czekala do ostatniej chwili w domu....
a mnie to dopiero czeka mam termin na 20 czerwca i strasznie sie boję
ja ma termin na 30 czerwca , trochę się boję bo synek jest duży
Ja pojechałam jak odeszły mi wody. Od razu mnie przyjeli nie było w ogóle mowy o odmowie przyjęcia na porodówke.
bóle mi się zaczęły późnym wieczorem, ale były tak słabe, że nie dowierzałam że to już, zastanawiała mnie tylko ich regularnoś co 4 -5 min juz od pierwszego skurczu. nie odeszły mi wody nie wypadł czop, tylko regularne skurcze. pojechałam wczesnym ranem miałam tylko 1,5cm rowarcia. nie było mowy o odprawie. dopiero na miejscu wszystko szybko się potoczyło z 1,5cm w dwie godz. zrobiło się 10cm i czas było rodzić. więc nie warto czekać bo nigdy nic nie wiadomo. A pęcherz płodowy przekłuto mi dopiero jak miałam 10 cm i czas było przeć.
...tak więc to, że na początku wszystko idzie wolniutko nie oznacza, że nagle się nie rozkręci... ja dopiero w szpitalu dostałam silnych bóli, wcześniej były podobne do okresu. więc jak bym jeszcze jakieś pół godzinki zwlekała w domu to później musiała bym jechać karetką bo bół był tak silny, że nie mogłam się ruszyć a pod opieką szpitalna czułam się bezpiecznie....no i mąż był cały czas przy mnie.