Ja w cudotwórców nie wierzę, przynajmniej nigdy nie miałam z nimi do czynienia ani nikt z mojej rodziny. My bardziej wierzymy w moc świętych, że się wstawiają za nami, choćby bł. Jan Paweł II, mój ojciec kilka dni po śmierci ojca świętego miał operację na guza móżgu dokładnie 6 kwietnia 2005 roku, pamiętam że z mamą poszliśmy do kapliczki zmówić różaniec i wstawić się u Ojca Św. chociaż wtedy nie był błogosławionym ale wierzyliśmy mocno w niego. Operacja się udała, niestety kilka lat potem guz odrósł i tato znowu miał operację, udała się ale lewą część ciała ma sparaliżowaną, rękę i noga częściowo. Mimo wszystko mój tato i tak dzięki Opatrzności Bożej i wspaniałych chirurgów żyje do tej pory. Drugi przykład, moja siostra. Nie miała jajników, leczyli ją hormonalnie ale to na nic, mimo ją leczyli żeby miała kształty kobiece, bo nie miała piersi a skończyła już 19 lat. Moja matka wyjechała na wycieczkę do Włoch i tam u trumny św. Rity (jej ciało cudownie się nie rozkłada już ponad 600 lat)wymodliła o cud dla mojej siostry, któregoś dnia siostra dzwoni do domu i krzyczy że krwawi. Okazało się że dostała miesiączkę, zrobili badania i wyszło że jakimś cudem pojawił się jajnik. Tak więc cuda się zdarzają jeśli się mocno wierzy. Ja jestem Katoliczką, jak większość Polaków i wierzę mocno w takie rzeczy. Sama nieraz się przekonałam jak przez okrągły rok wymodliłam dostanie się na studia, męża i dziecko. Wszystko pięknie w kolejności moż enie ale mam wszytsko i jestem szcześliwa. Zaszłam w ciążę za pierwszym razem. Może czasami jak inne próby zawodzą to wystarczy otworzyć swoje serce i wpuścić trochę Boga. To nic nie kosztuje