Witaj na Forum FajnaMama!

Oglądasz nasze forum jako Gość, co nie daje Ci pełnego dostępu do wszystkich opcji i możliwości forum.

Nie będąc zarejestrowanym, nie możesz także brać udziału w dyskusjach. Gorąco zachęcamy do darmowej rejestracji,
co umożliwi Ci pisanie wiadomości, branie udziału w sondach, zamieszczanie własnych zdjęć oraz dostęp do wielu innych udogodnień.

Rejestracja jest szybka i łatwa. Zarejestruj się.

SAMOTNE mamy??

Zgłoś nadużycie #711 3 stycznia 2013, 22:48

Myszka86 Fajna mama
Rejestracja: Kwi, 2012 Posty: 1998 Podziękowania: 321

Emmm napisał(a)

Moja historia jest bardzo podobna - nawet zostały użyte podobne słowa, tylko że u mnie padło "ale to już nie mój problem". Ja kocham ten mój "problem" przeogromnie i czekam kiedy będzie już ze mną po tej stronie brzuszka ;) Pozdrawiam wszystkie Mamusie! Trzymajcie się dziewczyny, silne z nas babki!!! :)



Kurcze, zeby czlowiek miał tylko takie "problemy" to byłby chyba najszczęśliwszą osoba na świecie :) A co do tatusia - to jest jego "problem"...jak się nie umiał pochamować pajac jeden to niech teraz ponosi odpowiedzialność za Ciebei i za tego malucha...Pamiętaj o tym, ze masz prawo żądać od niego - już teraz, przed porodem zwrotu kosztów wyprawki, 3-miesięcznego utrzymania Ciebie w okresie połogu no i oczywiście zabezpieczenie przyszłych roszczeń alimantacyjnych - składaj to już teraz do sądu a się gość nie wypłaci :) Jakby była potrzebna jakaś pomoc w tej sprawie to chętnie służę...ehh...nie lubię takich dupków, którzy najpierw robią a potem myślą...


Zgłoś nadużycie #712 3 stycznia 2013, 23:00

Emmm Zaprawiona w bojach
Rejestracja: Sie, 2012 Posty: 126 Podziękowania: 18

Myszka86 napisał(a)

Kurcze, zeby czlowiek miał tylko takie "problemy" to byłby chyba najszczęśliwszą osoba na świecie :) A co do tatusia - to jest jego "problem"...jak się nie umiał pochamować pajac jeden to niech teraz ponosi odpowiedzialność za Ciebei i za tego malucha...Pamiętaj o tym, ze masz prawo żądać od niego - już teraz, przed porodem zwrotu kosztów wyprawki, 3-miesięcznego utrzymania Ciebie w okresie połogu no i oczywiście zabezpieczenie przyszłych roszczeń alimantacyjnych - składaj to już teraz do sądu a się gość nie wypłaci :) Jakby była potrzebna jakaś pomoc w tej sprawie to chętnie służę...ehh...nie lubię takich dupków, którzy najpierw robią a potem myślą...



Dziękuję Ci bardzo, ale temat mam już w pełni ogarnięty ;) Gdyby coś się zmieniło na pewno się odezwę :) Ja też chętnie pomogę, choćby nawet dobrym słowem ;)

Zgłoś nadużycie #713 4 stycznia 2013, 8:44

Myszka86 Fajna mama
Rejestracja: Kwi, 2012 Posty: 1998 Podziękowania: 321

Emmm napisał(a)

Dziękuję Ci bardzo, ale temat mam już w pełni ogarnięty ;) Gdyby coś się zmieniło na pewno się odezwę :) Ja też chętnie pomogę, choćby nawet dobrym słowem ;)



To się cieszę, ze masz ogarnięte wszystko, bo to naprawde ważna rzecz mieć trochę kaski na sam początek...bo jeszcze nim becikowe przyznają to też trochę minie...ja pamiętam, że miałam pierwszą sprawę wyznaczoną na 24 lutego, ale pisałam, ze nie dam rady być, bo mam w szpitalu bardzo ważne badania(byłam na patologii ciąży) więc przełożyli termina rozprawy na 16 marca(termin porodu miałam na 15 - paradoks :D )...Ale młody się pospieszył i przyszedł na świat 10 marca i 6 dni po porodzie ledwo stojąc na nogach poszłam do sądu i wywalczyłam to co chciałam...i Tobie się też wszystko uda ;)


Zgłoś nadużycie #714 4 stycznia 2013, 9:40

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
Cześć dziewczyny, dołączam się do wątka. Choć wolna nie jestem, ale to chyba kwestia czasu... Ponudze Wam troche, ale nie mam nawet z kim o tym pogadać. Z moim coraz mniej się dogadujemy, jesteśmy młodzi, szybko zaszłam w ciąże, może to przez to. Na początku było fantastycznie ! A teraz... Jeszcze przez nikogo tyle nie płakałam co przez niego. Raz już się rozstaliśmy, na początku listopada. Był w pracy kłóciliśmy się przez telefon i nagle powiedział mi "załuje, że mam z Tobą dziecko" zamurowało mnie... Rozłączyłam się, nawet nic nie wziełam ze sobą, wyszłam z jego domu i zaczęłam iść na stacje żeby wrócić do swojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam do mamy żeby poinformować ją że będę, z resztą traktuje ją jak przyjaciółke. Moge na prawde wszystko jej powiedzieć, jest takim moim przyziemnym aniołem stróżem. :P On do mnie wydzwaniał co chwila, ale nie odbierałam. NIe miałam ochoty z nim rozmawiać. Mama wyszła po mnie na stacje. Jak się okazło ten mój "uciekł" z pracy i przyjechał pod mój rodzinny dom, ale nie chciałam z nim rozmawiać , pogadał z moją mama a ja poszłam do domu. Pisał co chwile smsy, w końcu 2 dni później odebrałam od niego. Zaczął tłumaczyć, że nie to miał na myśli ale że wie że on odpowiada za to co powiedział a nie za to co miał na myśli, że się zmieni, że mnie i naszego synka bardzo kocha, że tęskni za dotykaniem mojego brzucha. Zmiękłam. Przyjechał następnego dnia z dwoma bukietami kwiatów, jeden dla mnie, drugi dla mojej mamy i wróciłam do niego. Było znowu fajnie, bo wiadomo dopiero co po kłótni to się starał. Ale po jakimś czasie znowu zaczęło się to co było; ciągłe kłótnie, niezgodność. Mieszkamy na razie w jego rodzinnym domu. Nie podoba mi się to, tym bardziej, że jego mama jest bardzo ciężką osobą. Niby miła, dogadujemy się, ale jest straszną panikarą, lubi robić zamieszanie wokół siebie i co najgorsze lubi wszystko wiedzieć i wtrąca się bardzo. Ja ze względu na to że nie jestem u siebie w domu, siedze cicho ale mam już tego wszystkiego dosyć. Długo by było opisywać poszczególne momenty. Ciężko mi od niego odejść ze względu na to, że jak odchodze to on wariuje. I ja dla jego bezpieczeństwa wracam. Mówi mi i swojej rodzinie, ze się zabije. Cała jego rodzina wydzwania do mnie prosząc abym wróciła. Najgorsze jest to, że on nie myśli przyszlościowo, mimo tego, że zaraz będziemy rodzicami. Mam mieszkanie na własnośc, które tylko czeka na remont i można się wprowadzać. Małe, ale jak to mówią "ciasne ale własne" ale nie dla niego. Bo nie jest to ta miejscowość, w której on mieszka. A on stamtąd nie chce się wyprowadzać. Powód? Bo w moim mieście nie ma np lasu ! A on codziennie biega po lesie, pare razy w tygodniu chodzi na siłownie. I ze względu na to chciał wynajmować jakieś mieszkanie. Ok, zgodziłabym się na to jakby jeszcze dużo zarabiał, ale tak nie jest. I nie wiem jak on sobie wyobraża utrzymanie mieszkanie; opłaty, czynsz, dziecko, jedzenie dla nas... Ehh... Rozsądek mówi żeby uciekać jak najdalej ale jednak ciągle coś mnie zatrzymuje. Powiecie, że głupia jestem. Ale on mi nie daje odejść... Na dodatek dla niego zostawiłam wszystko, przyjaciół, rodzine, swoją szkołę, po prostu wszystko...

Zgłoś nadużycie #715 4 stycznia 2013, 13:02

Emmm Zaprawiona w bojach
Rejestracja: Sie, 2012 Posty: 126 Podziękowania: 18

domiree napisał(a)

Cześć dziewczyny, dołączam się do wątka. Choć wolna nie jestem, ale to chyba kwestia czasu... Ponudze Wam troche, ale nie mam nawet z kim o tym pogadać. Z moim coraz mniej się dogadujemy, jesteśmy młodzi, szybko zaszłam w ciąże, może to przez to. Na początku było fantastycznie ! A teraz... Jeszcze przez nikogo tyle nie płakałam co przez niego. Raz już się rozstaliśmy, na początku listopada. Był w pracy kłóciliśmy się przez telefon i nagle powiedział mi "załuje, że mam z Tobą dziecko" zamurowało mnie... Rozłączyłam się, nawet nic nie wziełam ze sobą, wyszłam z jego domu i zaczęłam iść na stacje żeby wrócić do swojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam do mamy żeby poinformować ją że będę, z resztą traktuje ją jak przyjaciółke. Moge na prawde wszystko jej powiedzieć, jest takim moim przyziemnym aniołem stróżem. :P On do mnie wydzwaniał co chwila, ale nie odbierałam. NIe miałam ochoty z nim rozmawiać. Mama wyszła po mnie na stacje. Jak się okazło ten mój "uciekł" z pracy i przyjechał pod mój rodzinny dom, ale nie chciałam z nim rozmawiać , pogadał z moją mama a ja poszłam do domu. Pisał co chwile smsy, w końcu 2 dni później odebrałam od niego. Zaczął tłumaczyć, że nie to miał na myśli ale że wie że on odpowiada za to co powiedział a nie za to co miał na myśli, że się zmieni, że mnie i naszego synka bardzo kocha, że tęskni za dotykaniem mojego brzucha. Zmiękłam. Przyjechał następnego dnia z dwoma bukietami kwiatów, jeden dla mnie, drugi dla mojej mamy i wróciłam do niego. Było znowu fajnie, bo wiadomo dopiero co po kłótni to się starał. Ale po jakimś czasie znowu zaczęło się to co było; ciągłe kłótnie, niezgodność. Mieszkamy na razie w jego rodzinnym domu. Nie podoba mi się to, tym bardziej, że jego mama jest bardzo ciężką osobą. Niby miła, dogadujemy się, ale jest straszną panikarą, lubi robić zamieszanie wokół siebie i co najgorsze lubi wszystko wiedzieć i wtrąca się bardzo. Ja ze względu na to że nie jestem u siebie w domu, siedze cicho ale mam już tego wszystkiego dosyć. Długo by było opisywać poszczególne momenty. Ciężko mi od niego odejść ze względu na to, że jak odchodze to on wariuje. I ja dla jego bezpieczeństwa wracam. Mówi mi i swojej rodzinie, ze się zabije. Cała jego rodzina wydzwania do mnie prosząc abym wróciła. Najgorsze jest to, że on nie myśli przyszlościowo, mimo tego, że zaraz będziemy rodzicami. Mam mieszkanie na własnośc, które tylko czeka na remont i można się wprowadzać. Małe, ale jak to mówią "ciasne ale własne" ale nie dla niego. Bo nie jest to ta miejscowość, w której on mieszka. A on stamtąd nie chce się wyprowadzać. Powód? Bo w moim mieście nie ma np lasu ! A on codziennie biega po lesie, pare razy w tygodniu chodzi na siłownie. I ze względu na to chciał wynajmować jakieś mieszkanie. Ok, zgodziłabym się na to jakby jeszcze dużo zarabiał, ale tak nie jest. I nie wiem jak on sobie wyobraża utrzymanie mieszkanie; opłaty, czynsz, dziecko, jedzenie dla nas... Ehh... Rozsądek mówi żeby uciekać jak najdalej ale jednak ciągle coś mnie zatrzymuje. Powiecie, że głupia jestem. Ale on mi nie daje odejść... Na dodatek dla niego zostawiłam wszystko, przyjaciół, rodzine, swoją szkołę, po prostu wszystko...



Jeśli rozsądek Ci tak podpowiada to uciekaj! Nie męcz się dłużej w tej chorej sytuacji. Najbardziej wkurza mnie taki szantaż - "ja się zabije" - to niech się zabije - powiedz mu że jeśli chce jest wolny i może tak zrobić. Co prawda będzie Ci przykro ale to on bierze odpowiedzialność za swoje życie - zobaczysz że szybko mina mu zrzednie :) Masz gdzie mieszkać, masz kochającą rodzinę, wspaniałą mamę... przyjaciół... oni dają Ci szczęście i jest to zupełnie zrozumiałe. Mimo wszystko wybierasz niedojrzałego faceta z zaburzeniami emocjonalnymi i z tego co piszesz niezbyt zrównoważoną mamusią. Jest sens ?? ? w imię czego ?? ?

Zgłoś nadużycie #716 4 stycznia 2013, 13:06

Konto usunięte
uhhh. współczuje ci dziewczyno z całego serca ale ... przecierz nie jesteś ubezwłasnowolniona, jesteś dorosła i decydujesz sama o sobie. nikt nie może i nie ma prawa zmusić cie do czegokolwiek.męzatką chyba na razie nie jesteś i może wybacz mi brutalność to dobrze. co do twojego faceta dziecinny jest, jak można kogoś szantażować ty że coś sobie zrobi? no chore.
z własnego doświadczenia wiem że taki związek jest piekilnie trudny jeszcze jak mieszają sie w to osoby trzecie u was to jego matka.
fakt dziecko w drodze ale czy jest sens żeby żyć razem na siłe i żeby dziecko cierpiało najbardziej?!
rozstać sie będzie trudno ale leprze to niż męczarnia.
facet niech sie ogarnie w końcu a ty podejmij twardo decyzje co dla ciebie najleprze.
miałam identyczną sytuacje mój były potrafił pociąć sobie ręce na moich oczach,szantażując mnie.
jego matka nie była leprza bo najpierw obwiniała mnie że uwiodłam jej syneczka a gdy chciałam odejść było wydzwanianie i błaganie żebym tego nie robiła bo synuś tego nie przeżyje.
toxsyczny związek bez przyszłości.

Zgłoś nadużycie #717 4 stycznia 2013, 13:07

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
Masz racje, musze odejść. Musze to zrobić dla synka, żeby nie wychowywał się w takiej atmosferze, a w spokoju i miłości. Chce jak najszybciej urodzić i od razu po urodzeniu wrócić do domu rodziców. W mieście mojego faceta mam bardzo dobrego lekarza prowadzącego i w tym mieście rodze. Dlatego postaram się wytrzymać jeszcze ten tydzień, może troche więcej. A potem odejde...

Zgłoś nadużycie #718 4 stycznia 2013, 13:11

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
kasiulka25 jak od niego odeszłaś? Długo próbował się z Tobą kontaktować? Ślubu nie mamy, mieliśmy się pobrać po urodzeniu dziecka. Całe szczęście nie zrobiłam tego w ciąży kiedy jeszcze wszystko było ok. Ciężej by było zdecydować się na odejście. Najgorsze jest to, że jest czasem ok. Że jest czasem inny. Potrafi mnie przytulić, pocałować, powiedzieć, że mnie kocha, To mnie tak na prawde chyba trzyma przy nim najbardziej...

Zgłoś nadużycie #719 4 stycznia 2013, 13:12

Konto usunięte

domiree napisał(a)

Masz racje, musze odejść. Musze to zrobić dla synka, żeby nie wychowywał się w takiej atmosferze, a w spokoju i miłości. Chce jak najszybciej urodzić i od razu po urodzeniu wrócić do domu rodziców. W mieście mojego faceta mam bardzo dobrego lekarza prowadzącego i w tym mieście rodze. Dlatego postaram się wytrzymać jeszcze ten tydzień, może troche więcej. A potem odejde...


trzymam kciuki żeby wszystko ułożyło sie tak jak będziesz chciała bo warto. w szczególności dla synka

Zgłoś nadużycie #720 4 stycznia 2013, 13:21

Konto usunięte

domiree napisał(a)

kasiulka25 jak od niego odeszłaś? Długo próbował się z Tobą kontaktować? Ślubu nie mamy, mieliśmy się pobrać po urodzeniu dziecka. Całe szczęście nie zrobiłam tego w ciąży kiedy jeszcze wszystko było ok. Ciężej by było zdecydować się na odejście. Najgorsze jest to, że jest czasem ok. Że jest czasem inny. Potrafi mnie przytulić, pocałować, powiedzieć, że mnie kocha, To mnie tak na prawde chyba trzyma przy nim najbardziej...


byłam z nim pzez prawie pięć lat. mam z nim 2 códowne córeczki.
jak odeszłam? z dnia na dzień. u mnie było z jego strony bardzo dużo przemocy a ja właśnie ze względu na córke nie chciałam odchodzić myślałam że coś sie zmieni niestety nie. spakowałam siebie córke i załatwiłam sobie miejsce w domu samotnej matki. byłam na początku 5 miesiaca drugiej ciąży.
na początku było nękanie telefonami, przyjeżdzał pod ośrodek. szczerze, to serce mi pękało bo go kochałam ale sie nie ugiełam bo wiedziałam że jak raz to zrobie to znowu zatocze błęde koło.
dziś jestem szczęśliwą żoną.
nie utrzymuje z nami żadnych kontaktów od czerech lat, jest pozbawiony władzy rodzicielskiej do dziewczynek.

Zgłoś nadużycie #721 4 stycznia 2013, 13:29

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
Mój mną dwa razy szarpnął. Uderzyć mnie nie uderzył, ale mi się wydaje, że to kwestia czasu... Jest nerwowy, uwielbia w coś z całej siły walnąć... A siły dużo ma... Tak załatwił przednią szybe w samochodzie, drzwi, szafe i wiele by tu wymieniać... Zawsze w takich momentach wyobrażałam sobie jak zaraz mnie walnie w brzuch, na szczęście tak się nie stało.

Zgłoś nadużycie #722 4 stycznia 2013, 13:34

Konto usunięte

domiree napisał(a)

Mój mną dwa razy szarpnął. Uderzyć mnie nie uderzył, ale mi się wydaje, że to kwestia czasu... Jest nerwowy, uwielbia w coś z całej siły walnąć... A siły dużo ma... Tak załatwił przednią szybe w samochodzie, drzwi, szafe i wiele by tu wymieniać... Zawsze w takich momentach wyobrażałam sobie jak zaraz mnie walnie w brzuch, na szczęście tak się nie stało.


z kądś to znam... jak nie miał co w domu rozwalić to przechodziło na mnie. w ciąży jak byłam to jeszcze miał respekt nie bił ale jak urodziłam i po porodzie doszłam do siebie to nie miał pochamowań.
rozstaliśmy sie jak wiki miała coś koło roczku na 5 miesięcy ale póżniej sie zeszliśmy z powrotem obiecywał że nie będzie tak więcej robił i z tego godzenia sie powstała dominika. głupia byłam że dałam sie nabrać ale człowiek uczy sie na błędach

Zgłoś nadużycie #723 4 stycznia 2013, 13:40

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
dokładnie... ciesze się że w Twoim przypadku dobrze się to skończyło. Oby i w moim tak było...

Zgłoś nadużycie #724 4 stycznia 2013, 13:47

Konto usunięte
jeśli podejmiesz dobrą decyzje napewno tak będzie. czasem za dużo człowiek popełnia błędów ale jesteśmy tylko ludzmi i mamy do tego prawo.
teraz musisz sie skupić na sobie i na dziecku a on...pies z nim tańcował.
niech sie zabije jeśli tak twierdzi że to zrobi a moge sie założyć że nie starczy mu odwagi.

Zgłoś nadużycie #725 4 stycznia 2013, 13:48

domiree Świeżo upieczona
Rejestracja: Sty, 2013 Posty: 6 Podziękowania: 0
dziękuje Ci bardzo :)

Zgłoś nadużycie #726 4 stycznia 2013, 13:59

Emmm Zaprawiona w bojach
Rejestracja: Sie, 2012 Posty: 126 Podziękowania: 18

kasiulka25 napisał(a)

jeśli podejmiesz dobrą decyzje napewno tak będzie. czasem za dużo człowiek popełnia błędów ale jesteśmy tylko ludzmi i mamy do tego prawo.
teraz musisz sie skupić na sobie i na dziecku a on...pies z nim tańcował.
niech sie zabije jeśli tak twierdzi że to zrobi a moge sie założyć że nie starczy mu odwagi.



Dokładnie!!!

Zgłoś nadużycie #727 4 stycznia 2013, 14:04

Konto usunięte

domiree napisał(a)

dziękuje Ci bardzo :)


no problem :) będzie oki :)

Zgłoś nadużycie #728 4 stycznia 2013, 22:00

Myszka86 Fajna mama
Rejestracja: Kwi, 2012 Posty: 1998 Podziękowania: 321

domiree napisał(a)

Cześć dziewczyny, dołączam się do wątka. Choć wolna nie jestem, ale to chyba kwestia czasu... Ponudze Wam troche, ale nie mam nawet z kim o tym pogadać. Z moim coraz mniej się dogadujemy, jesteśmy młodzi, szybko zaszłam w ciąże, może to przez to. Na początku było fantastycznie ! A teraz... Jeszcze przez nikogo tyle nie płakałam co przez niego. Raz już się rozstaliśmy, na początku listopada. Był w pracy kłóciliśmy się przez telefon i nagle powiedział mi "załuje, że mam z Tobą dziecko" zamurowało mnie... Rozłączyłam się, nawet nic nie wziełam ze sobą, wyszłam z jego domu i zaczęłam iść na stacje żeby wrócić do swojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam do mamy żeby poinformować ją że będę, z resztą traktuje ją jak przyjaciółke. Moge na prawde wszystko jej powiedzieć, jest takim moim przyziemnym aniołem stróżem. :P On do mnie wydzwaniał co chwila, ale nie odbierałam. NIe miałam ochoty z nim rozmawiać. Mama wyszła po mnie na stacje. Jak się okazło ten mój "uciekł" z pracy i przyjechał pod mój rodzinny dom, ale nie chciałam z nim rozmawiać , pogadał z moją mama a ja poszłam do domu. Pisał co chwile smsy, w końcu 2 dni później odebrałam od niego. Zaczął tłumaczyć, że nie to miał na myśli ale że wie że on odpowiada za to co powiedział a nie za to co miał na myśli, że się zmieni, że mnie i naszego synka bardzo kocha, że tęskni za dotykaniem mojego brzucha. Zmiękłam. Przyjechał następnego dnia z dwoma bukietami kwiatów, jeden dla mnie, drugi dla mojej mamy i wróciłam do niego. Było znowu fajnie, bo wiadomo dopiero co po kłótni to się starał. Ale po jakimś czasie znowu zaczęło się to co było; ciągłe kłótnie, niezgodność. Mieszkamy na razie w jego rodzinnym domu. Nie podoba mi się to, tym bardziej, że jego mama jest bardzo ciężką osobą. Niby miła, dogadujemy się, ale jest straszną panikarą, lubi robić zamieszanie wokół siebie i co najgorsze lubi wszystko wiedzieć i wtrąca się bardzo. Ja ze względu na to że nie jestem u siebie w domu, siedze cicho ale mam już tego wszystkiego dosyć. Długo by było opisywać poszczególne momenty. Ciężko mi od niego odejść ze względu na to, że jak odchodze to on wariuje. I ja dla jego bezpieczeństwa wracam. Mówi mi i swojej rodzinie, ze się zabije. Cała jego rodzina wydzwania do mnie prosząc abym wróciła. Najgorsze jest to, że on nie myśli przyszlościowo, mimo tego, że zaraz będziemy rodzicami. Mam mieszkanie na własnośc, które tylko czeka na remont i można się wprowadzać. Małe, ale jak to mówią "ciasne ale własne" ale nie dla niego. Bo nie jest to ta miejscowość, w której on mieszka. A on stamtąd nie chce się wyprowadzać. Powód? Bo w moim mieście nie ma np lasu ! A on codziennie biega po lesie, pare razy w tygodniu chodzi na siłownie. I ze względu na to chciał wynajmować jakieś mieszkanie. Ok, zgodziłabym się na to jakby jeszcze dużo zarabiał, ale tak nie jest. I nie wiem jak on sobie wyobraża utrzymanie mieszkanie; opłaty, czynsz, dziecko, jedzenie dla nas... Ehh... Rozsądek mówi żeby uciekać jak najdalej ale jednak ciągle coś mnie zatrzymuje. Powiecie, że głupia jestem. Ale on mi nie daje odejść... Na dodatek dla niego zostawiłam wszystko, przyjaciół, rodzine, swoją szkołę, po prostu wszystko...


 
Hej :) Dziewczyno powiem Ci tak prosto z mostu, żeby było jasne - gość Tobą manipuluje, dba jedynie o siebie i o własne potrzeby a mówienie do kobiety w ciąży , ze "żałuje, ze ma z Tobą dziecko" to jest jego największa życiowa porażka...Moim skromnym zdaniem sama sobie odpowiedziałaś na pytanie co zrobić? UCIEKAJ! Daj sobie spokój z człowiekiem który nie szanuje Ciebie jako kobiety a przede wszystkim jako przyszłej matki i to matki jego dziecka!I nie pisz, ze on Ci nie da odejść tylko powiedz mu jasno i wyraźnie - jesteś w ciąży, masz prawo "egoistycznie" dbać i myśleć o sobie i o dziecku a niee zajmować się nim...Ktoś kiedyś powiedział, że "największą życiową porażką faceta są łzy, które wywołał u kobiety" - jak widać Twój facet poniósł już co najmniej 2 porażki  w swoim zyciu...Poza tym jak piszesz - masz mamę, myśle, ze skoro jest ona też Twoją przyjaciółkę to porozmaiwaj z nią o tym, podziel się swoimi wątpliwościami...Napewno doradzi Ci coś mądrego - w końcu tez jest kobietą, jedyne o czym trzeba pamiętać to róznica pokoleń(choć w moim wypadku moja mama stanęła na wysokości zadania, dodała mi poweru i powiedziała "kopnij go w dupę - nie jest Ciebie ani tego dziecka wart")...Ja Ci ze swej storny mogę tylko powiedzieć jedno - ja bym się z nim rozstała i kazała mu udowodnić CODZIENNYM zachowaniem, że jest odpowiedzialnym i dorosłym człowiekiem, który jest w stanie zająć się sobą, dzieckiem i Tobą, przedkładając nad swoje potrzeby potrzeby Twoje i malucha - bo to teraz WY jesteście najważniejsi...ja takie ultimatum postawiłam mojemu byłemu...niestety nie sprostał temu zadaniu - widać obowiązki go przytłoczyły...A mnie jest tak dobrze :) Więc głowa do góry i dawaj znać co i jak :) I jakbyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, porady czy wsparcia słowem to służę :)


Zgłoś nadużycie #729 4 stycznia 2013, 22:02

Myszka86 Fajna mama
Rejestracja: Kwi, 2012 Posty: 1998 Podziękowania: 321

Emmm napisał(a)

Jeśli rozsądek Ci tak podpowiada to uciekaj! Nie męcz się dłużej w tej chorej sytuacji. Najbardziej wkurza mnie taki szantaż - "ja się zabije" - to niech się zabije - powiedz mu że jeśli chce jest wolny i może tak zrobić. Co prawda będzie Ci przykro ale to on bierze odpowiedzialność za swoje życie - zobaczysz że szybko mina mu zrzednie :) Masz gdzie mieszkać, masz kochającą rodzinę, wspaniałą mamę... przyjaciół... oni dają Ci szczęście i jest to zupełnie zrozumiałe. Mimo wszystko wybierasz niedojrzałego faceta z zaburzeniami emocjonalnymi i z tego co piszesz niezbyt zrównoważoną mamusią. Jest sens ?? ? w imię czego ?? ?


Zdecydowanie zgadzam się z tą opinią w 101% ;)


Zgłoś nadużycie #730 4 stycznia 2013, 22:06

Myszka86 Fajna mama
Rejestracja: Kwi, 2012 Posty: 1998 Podziękowania: 321

domiree napisał(a)

Masz racje, musze odejść. Musze to zrobić dla synka, żeby nie wychowywał się w takiej atmosferze, a w spokoju i miłości. Chce jak najszybciej urodzić i od razu po urodzeniu wrócić do domu rodziców. W mieście mojego faceta mam bardzo dobrego lekarza prowadzącego i w tym mieście rodze. Dlatego postaram się wytrzymać jeszcze ten tydzień, może troche więcej. A potem odejde...


 
Brawo - świetna decyzja! Ale lepiej już teraz mu powiedz o swojej decyzji...po co masz się denerwować po porodzie? Bo napewno ten egiostyczny człek nie będzie patrzył na to, ze jesteś zmęczona tylko będzie Ci robił wymówki, prosił, groził...aaa no i jeśli możesz - postaraj się aby ktoś zaufanty był przy Tobie w tych ostatnich momentach - nie wiem zażądaj od niego aby Twoja mama mogła się wprowadzić do was na czas oczekiwania i porodu, albo coś...