Witaj na Forum FajnaMama!

Oglądasz nasze forum jako Gość, co nie daje Ci pełnego dostępu do wszystkich opcji i możliwości forum.

Nie będąc zarejestrowanym, nie możesz także brać udziału w dyskusjach. Gorąco zachęcamy do darmowej rejestracji,
co umożliwi Ci pisanie wiadomości, branie udziału w sondach, zamieszczanie własnych zdjęć oraz dostęp do wielu innych udogodnień.

Rejestracja jest szybka i łatwa. Zarejestruj się.

przeżyłam poród...nasze historie:)

Zgłoś nadużycie #331 29 lutego 2016, 21:50

Sofi Fajna mama
Rejestracja: Sie, 2015 Posty: 1709 Podziękowania: 557
Rodziłam w szpitalu ProFamilia w Rzeszowie, mogę bardzo polecić ten szpital, personel super fachowy, byłam już w różnych szpitalach, ale tam byłam pod wrażeniem pełnego profesjonalizmu pod względem medycznym, i też spotkałam się z pełnym zrozumieniem mojej tragedii. Miałam tam skierowanie, więc rodziłam na fundusz.
Wiara czyni cuda! :D   https://docs.google.com/spreadsheets/d/1-svizjWq-Rvnq82WGolNkvRmWf03lhXZLhW21rjK...



Zgłoś nadużycie #332 29 lutego 2016, 22:20

Tasia170 Gotowa na wszystko
Rejestracja: Paź, 2014 Posty: 250 Podziękowania: 66
Witam. Zacznę od kondolencji dla dzielnej i odwaznej kobiety jaką jest Sofi. Masz mega buziaki :* !!!! A reszcie gratuluję wspaniałych porodów. I przyszedł czas bym opisała swój poród.

Zgłoś nadużycie #333 29 lutego 2016, 22:38

Tasia170 Gotowa na wszystko
Rejestracja: Paź, 2014 Posty: 250 Podziękowania: 66
31.05.2015 Najpiękniejszy dzień w moim życiu.
O godz 6 obudziłam się ze skurczami co 5 min. Wtedy zdecydowałam że czas jechać do szpitala tym bardziej,że to mój pierwszy poród. Zanim się ogarnęła to w szpitalu byłam po8 :) Na izbie połączyli mnie do ktg rozwarcie na 3 cm. Zostałam przyjęta. Pojechałam na porodowke.O 12 godz leżąc na łóżku,chodząc skacząc zdecydowałam się na zzo. Gin powiedział, że szybciej rozwarcie się pojawi. Gucio prawda...tylko nogi mi sparaliżowalo i później już tylko lezalam. Ale mogłam odpocząć i się godz przespałam. O16 wody mi odeszły,a rozdarcie na 6cm. I oksytocyne mi podłączył po19,a o 20 zdecydowali o odłączeniu znieczulenia. I impreza się zaczęła. Ból niesamowity. Skurcze non stop. Płakałam jak dziecko. Modliłam się żeby to się szybko skończyło. Położna kazała mi się położyć na lewy bok i zaczęłam czuć skurcze parte. Przyszedł gin zbadał mnie...i nastała decyzja o cięciu cesarskim! Bo jednak dziecko jest za duże. Masakra. I tak o to Tym sposobem przyszedł na świat o 21:48 mój synek Kacperek.4150g i 57cm. 10pkt ;) Teraz z biegiem czasu cieszę się ze nic się mojemu maluchów nic nie stało :)

Zgłoś nadużycie #334 1 marca 2016, 15:24

Malina89 Fajna mama
Rejestracja: Wrz, 2013 Posty: 913 Podziękowania: 198
To ja również opiszę to cudowne wydarzenie :-)
4 dni po terminie pojawiłam się na wizycie u swojej gin. Na wizycie zrobiła mi masaż szyjki i wysłała mnie na ktg. Ponieważ po masażu pojawiły się skurcze i utrzymywały się ok 2 godz to kazała mi jechać na ip. Razem z mężem na ip byliśmy ok 18- zostałam podłączania ponownie pod ktg, rysowaly się piekne skurcze więc miałam zaczekać 2 godz na ponowne badanie żeby zobaczyć czy skurcze się nie wycisza. Ok 20 znów ktg, skurcze były nadal ale to była też pora największych szalenstw w brzuchu mojego syna i tym o to sposobem zostałam zatrzymana w szpitalu z rozpoznaniem tachykardii u płodu. Ok 3 w nocy trafilam do swojej sali, szybkie usg, znowu podłączenie ktg, kroplowka itd i decyzja lekarza że o 6 rano podłącza mi oksytocyne, bo jestem już po terminie a ze względu na tą tachykardie nie ma na co czekać. Także do rana nie spalam z ekscytacji i czekałam na ten moment, kiedy będę mogła przytulić synka :-)
Niestety rano lekarz się rozmyślil, podłączyli mi oksytocyne ale tylko na próbę. Skurcze się pojawiły ale na obchodzie brak rozwarcia, także pozwolono mi zjeść i po tym skurcze się wyciszyly. Po tym już lekarze nie robili nic abym mogła urodzić, miałam czekać na rozwój wydarzeń a oni mieli zdecydowac co dalej dopiero gdy będzie 10-14 dni po terminie :-/ wytrzymałam 4 dni. Potem zaczęłam się wkurzac że jestem w szpitalu, bo równie dobrze mogłabym czekać na poród w domu skoro oni i tak nic nie robią. Na ktg było wszystko ok, skurczy brak więc po co tam leżeć? Ale lekarze nie chcieli mnie puscic do domu. Postanowiłam wiec pomoc synkowi w opuszczeniu brzucha. Lekarka dyzurna podpowiedziala mi co mam robic :-P Cały piątek spacerowalam po korytarzu masując brzuch żeby pobudzić macice do skurczów, zaliczylam też godzinne maszerowanie po schodach. Noi w sobotę ok 3 w nocy obudził mnie ból brzucha, poszłam do toalety ale nic się nie działo więc położyłam się dalej spać. O 6 pielęgniarka obudziła mnie i sąsiadke z łóżka obok na ktg i pomiar ciśnienia. Powiedziałam jej też że czuję skurcze co 10 minut. Na ktg też się pisały. Potem przez cały dzień skurcze byly, tylko stopniowo malala przerwa między nimi. Mąż przyjechal do mnie, ale nie sądził jeszcze wtedy że zaczynam rodzic ;-) ok 19 przenieśli mnie z patologii na porodówke, skurcze już wtedy były co 5 min i nie do wytrzymania, ale niestety zero rozwarcia. O 2 odeszły mi wody a rozwarcia nadal brak. Od tej pory przy skurczach miałam ochotę skoczyć z okna.Dostałam czopek aby rozluźnić szyjke, potem drugi. Po tym dopiero rozwarcia ruszyło. O 5.20 miałam 3 cm rozwarcia i mogłam wkoncu dostać znieczulenie, udało mi się wtedy przespać ok godziny. Obudziły mnie znowu skurcze bo zzo przestawalo działac ale miałam już 6 cm rozwarcia. Dostałam druga dawkę zzo, ale tym razem znieczulilo mi tylko lewa str ciała :-/ poltorej godz później miałam już pełne rozwarcie, mogłam rodzic tylko najpierw musiałam zepchnac małego do kanału. Potem wdrapalam się na łóżko i mogłam przec. W niedzielę 28.06.2015 o 10.10 wkoncu ujrzałam swojego synka, ważył 3630 g, miał 54 cm i dostał 10 pkt :-) :-) a 30.06, w moje urodziny, opuscilismy szpital   :-)

Zgłoś nadużycie #335 5 maja 2016, 0:17

lencia88jaw Gotowa na wszystko
Rejestracja: Sie, 2014 Posty: 869 Podziękowania: 22
.


Zgłoś nadużycie #336 5 maja 2016, 0:18

lencia88jaw Gotowa na wszystko
Rejestracja: Sie, 2014 Posty: 869 Podziękowania: 22

Sofi napisał(a)

To mój pierwszy poród, teraz wiem jakie to jest niezwykle intensywne doświadczenie. Moja ukochana córeczka niestety była bardzo chora i wiedziałam, że nie dożyje do porodu, chodziłam do ginekologa co tydzień na sprawdzanie tętna. W zeszłym tygodniu takie miałam przeczucie, że to już się stało, i na następnej wizycie, w zeszły piątek potwierdziło się. Byłam tym bardzo zestresowana i w emocjach, więc od razu pojechałam do szpitala. W szpitalu stwierdzili, że muszą kilka dni poczekać aż poród sam się zacznie, bo to będzie najlepsze dla mnie, bo moje ciało nie jest hormonalnie przygotowane do porodu. W niedzielę rano skończyła się ich cierpliwość i wsadzili mi balonik. To pobolewało mnie jak okres, a około 17:00 zaczęły się delikatne skurcze, były co 5 minut, ale takie całkiem do wytrzymania, miałam rozwarcie 1cm. O 21:00 wyjęli balonik i skurcze ucichły, ale budziły mnie w nocy co godzinę. W poniedziałek rano miałam skurcze co kilkanaście minut, ale takie, że musiałam kucnąć i przeczekać, i już wtedy miałam tak że w czasie skurczu nie mogłam siedzieć, musiałam trzymać tyłek w powietrzu. Nadal było rozwarcie 1cm, więc lekarz zadecydował żeby podać mi oksytocynę. W poniedziałek o 11:50 poszłam na salę porodową i miałam podłączoną oksytocynę, i zostałam sama. Od razu skurcze zaczęły być co 5 minut i dość szybko się rozkręcały, ale starałam się cały czas chodzić. Gdy po 40 minutach przyszła położna to kucałam i byłam oparta o stojak z oksy. Wtedy jeszcze mogłam pilnować oddychania ale ból był już nie do wytrzymania, więc poprosiłam o przeciwbólowe coś. Zanim przedyskutowała z lekarzem co mi podać i zanim to przygotowała to minęło ze 25 minut. W między czasie kazała mi położyć sie na tym fotelu porodowym, który był strasznie niewygodny, nie wiem kto to projektował, chyba facet. Miałam już rozwarcie 5cm. Wtedy gdy przyszedł skurcz a ja opierałam sie pośladkami na siedzeniu to myślałam, że mnie rozerwie, nie mogłam nad sobą panować, wyginało mnie, nie umiałam oddychać, tylko się poplułam. I takich było kilka kolejnych, a w przerwach płakałam i trzęsłam się. Nie wiem jak kobiety mogą rodzić w takiej pozycji. Obróciłam sie tyłem do położnej, tak, że klęczałam na siedzeniu i trzymałam się oparcia, miałam tyłek w powietrzu i od razu było lepiej. Wtedy dostałam dolargan, ale nie zdążył zadziałać, bo po kilku skurczach poczułam parcie. Od razu w kolejnej przerwie obróciłam się przodem do położnej, tak, że kucałam na siedzeniu fotela i byłam trochę pochylona do przodu. W następnym skurczu urodziłam jednym parciem na moje ręce. Sama sobie odebrałam poród, moja kruszynka wyśliznęła się ze mnie prosto w moje dłonie i była bardzo gorąca. Położna już stała z przygotowanym podkładem, na który położyłam ją i zaraz dostałam z powrotem do przytulenia. Ważyła 410 gram i była pięknie wykształcona (bałam się że z powodu choroby będzie zniekształcona) wyglądała pięknie. Po łyżeczkowaniu mogłam z nią spędzić jeszcze godzinę sam na sam i wtedy prześwietlało słońce przez chmury i oświetlało ją. Była to najpiękniejsza chwila w moim życiu. Widziałam ją ostatni raz gdy położna zawijała ją w taki medyczny papier. Od podania oksy do parcia minęło 1,5 godziny. To co przeżywałam potem to rozpacz nie do opisania. Jeśli jeszcze kiedyś będę musiała urodzić dziecko, które nie żyje, to chyba sobie wcześniej strzelę w łeb.


Bardzo mi przykro


Zgłoś nadużycie #337 18 maja 2016, 19:59

Sofi Fajna mama
Rejestracja: Sie, 2015 Posty: 1709 Podziękowania: 557
dziękuję, nie zniechęciło mnie to wydarzenie, zdrowe dziecko mogłabym iść rodzic choćby zaraz, chcę urodzić jeszcze dużo dzieci :)
Wiara czyni cuda! :D   https://docs.google.com/spreadsheets/d/1-svizjWq-Rvnq82WGolNkvRmWf03lhXZLhW21rjK...



Zgłoś nadużycie #338 30 września 2017, 18:40

nanu Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 6591 Podziękowania: 981
Dawno nikt nie pisał, a wiem jak to jest wyczekiwac TEGO dnia i "chłonąć" te opowiesci :)

Oto przebieg mojego trzeciego porodu:

Na równo tydzień przed terminem moja ginekolog stwierdziła, że powinnam urodzić w przeciągu tych 7 dni ale gdyby jednak nic się nie ruszyło to mam się stawić w szpitalu w dniu przewidywanego porodu. Oni tam zdecydują co dalej ale lepiej żebym była pod ich opieką, bo łożysko już jest bardzo mocno dojrzałe.
Dwa dni później zaczęło mnie "ćmić" w krzyżu. Oczywiście wiedziałam, że to zwiastuje poród ale kiedy on nastąpi? Idąc spać znowu czułam to tu czy tam delikatne pobolewania ale na dwoje babka wrozyla. Nic nie mówiłam mężowi, bo jeszcze zawsze ;)
O 2 w nocy obudziłam się i poczułam skurcz promieniujacy na krzyż. Oho, zaczyna się. Za 10 minut taki sam. Za kolejne 10 jeszcze jeden. I jeszcze. Ponieważ zmiany pozycji, chodzenie i inne czynności (syn chyba coś wyczuł, bo właśnie o tej 2 przyszedł do nas do łóżka i tak cały czas kursował między pokojami nie chcąc iść spać, a ja chodziłam za nim, przekonałam to i zrobiłam mu mleko - wszystko podczas skurczy) nie wyciszyly ich, więc miałam pewność że to nie fałszywy alarm a zaczynam rodzić.
W głowie spokojnie planowałam ostatnie rzeczy jakie muszę spakować (kanapki, sztućce, ładowarka od telefonu, dowód osobisty itp) i kiedy najlepiej będzie jechać do szpitala. Ponieważ skurcze były jeszcze bez problemów do zniesienia (czyli w trakcie mogłam normalnie rozmawiać i nie musiałam przerywać danej czynnosci) to postanowiłam, że pojadę gdzieś koło 7 lub 8. Lepiej jak najdłużej siedzieć w domu jeśli nic złego się nie dzieje.
Mąż wstał żeby mnie zmienić przy usypianiu syna i mu mówię, że mam regularne skurcze i zaczynam rodzić. Pomógł mi się dopakowac i stwierdził, że lepiej abym nie zwlekala że szpitalem. W końcu stwierdziłam, że może faktycznie lepiej już jechać, bo chociaż mamy naprawdę bliziutko do szpitala (niecałe 10 minut spokojnej jazdy autem) to o tej 7 zaczynają się ogromne korki których nie da się ominąć i wtedy jazda może potrwać nawet ponad pół godziny. Ą ponieważ to mój trzeci poród i drugi nagle i bardzo szybko się rozkrecilo no to mogę nie zdążyć dojechać. Jednak cały czas bałam się, że przyjadę za wcześniej i albo każą mi wracać do domu, albojedbak wszystko się wyciszyć albo będę długo siedzieć w szpitalu.
O 4 chwycił mnie już taki skurcz, że stwierdziłam, że jadę bo ich siła właśnie wzrosła i są co około 6 minut.
Ja pojechałam taksówką, mąż został w domu z dziećmi, miał rano zaprowadzić ich do żłobka i przedszkola zaraz na 7 i dojechać do mnie.

W szpitalu położną stwierdziła rozdarcie na 2 palce i pytała czemu tak szybko przyjechałam. Wyjasnilam wszystko i stwierdziła, że przyjmie mnie na oddzial ale żebym na porodowce nie mówiła, że skurcze właśnie mi minęły (z nerwów w taksówce i na SORze nie miałam żadnego skurczu) bo położną mnie na patologii.
Po wprowadzeniu na salę porodowa przyszedł czas na spokojne wypełnianie papierów i w tym czasie skurcze wróciły. Byłam jedyna na porodowce, więc była cisza i spokój, położne rozluznione i w dobrych nastrojach ;)
Położyłam się pod kto o 5:18 i od razu przeklejam na czym świat stoi, bo na lezaco skurcze już były naprawdę bolesne i tylko narastaly. około 6:20 wreszcie zostałam odlaczona i spytalam położnej czy mogę dostać znieczulenie (poprzednie porodu były bez a teraz już mam naprawdę dość i wolałbym rodzić bez tego bolu). Położna powiedziała, że może być już za późno. Gdybym powiedziała zaraz po wejściu na oddział to pobraliby mi krew na badania, wyniki byłyby teraz dostępne i ogólnie byłabym przygotowana do podania znieczulenia. Ą tak to dopiero teraz musiałaby pobrać mi krew i zacząć mnie szykować, a zanim przyjdą wyniki to może być za późno. Mówiąc to przeszła do zbadania jakie rozdarcie i mowi: no, nawet jakby pani na wstępie powiedziała, że chce znieczulenie to teraz już byłoby na nie za późno. Zaraz pani urodzi.
Wstałam z łóżka i chociaż dalej bolało i poczułam, że rzeczywiście nie zostało dużo czasu to jednak łatwiej było znieść ból chodząc i stojąc niż leżąc. Każdy kolejny skurcz przynosił coraz mocniejszy ból i równocześnie miałam czas psychicznie się przygotować. Niedługo poczułam delikatna chęć parcia więc wezwałam położną. Ta znów mnie zadała i powiedziała żeby jeszcze nie przed, bo nie ma pełnego rozdarcia - wody nie odeszły i pęcherz przeszkadza aby rozdarcie szybciej postepowalo. Trzeba czekać i mam wołać jak odejdą mi wody lub będę czuć naprawdę silna potrzebę parcia.
Nastąpiła zmiana położnych, nowa położną przedstawiła się, szybko wysłuchała najpotrzebniejszych informacji od swojej zmienniczki, zadał a mi kilka pytań i powiedziała że już wraca i rodzimy. Mnie już naprawdę mocno bolało, zagryzalam żeby żeby nie krzyczeć i tylko modlilam się o koniec każdego skurczu.
Położną wróciła, pomogła mi się położyć, przyszła lekarka i cały sygnał "proszę przec".
Nie będę straszyć, więc tylko napiszę, że że wszystkich trzech porodów to był najgorszy moment parcia. cztery i dwa lata temu potrzebowałam tylko jednego parcia aby wepchnąć dziecko a za pierwszym razem nawet nie pisnelam. Tym razem potrzebowałam aż trzech podejść, strasznie krzyczałam i naprawdę się bałam, że nie dam rady. Starałam się słuchać i wykonywać polecenia położnej i lekarki, bo świetnie wiedziałam że idąc za ich wskazówkami pójdzie szybko i sprawnie ale tym razem tak bolało i jakoś tak było, że mimo chęci miałam problemy. Całe szczęście po tej trzeciej próbie wreszcie córeczka urodziła się i natychmiast zaczęła krzyczeć a ja mimo bólu odetchnelam z ulgą. Pomimo mojej paniki nic złego się nie stało, nie było żadnych komplikacji, wszystko było dobrze. Jedynie położną stwierdziła, że za chwilę przyniesie mi królowie z oksytocyna bo ma obawy o obkurczanie się mojej macicy a nie chce żebym się wykrwawila.

Podsumowujac: córka urodziła się o 6:55 uważać równe 3kg i mierząc 57cm :)




Zgłoś nadużycie #339 3 stycznia 2019, 23:06

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
2 dziecko urodzilam w pryw. klinice, w Damianie. Bo się balam - urodzilam Syna po 32 g.
Martwego w szp. sw. Rodziny na Zelaznej. Bez zniecxulenia. Nigdy już nie zdecydowałam się na poród SN.
A urodzilam pięcioro.
Miałam cukrzycę i przełom nadciśn. I beznadzieeejnych konowałów wokól...
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #340 4 stycznia 2019, 15:44

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Wszystkiego najlepszego w 2019 roku !!!
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #341 3 lutego 2019, 15:18

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #342 3 lutego 2019, 15:18

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #343 3 lutego 2019, 15:18

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #344 3 lutego 2019, 15:18

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #345 3 lutego 2019, 15:19

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #346 3 lutego 2019, 15:20

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia 




Zgłoś nadużycie #347 3 lutego 2019, 15:20

Paola_33 Supermama
Rejestracja: Wrz, 2012 Posty: 32410 Podziękowania: 30306
Miłych Walentynek !!! 💗💖💙💚💛💚❤
Melissa    
Idalia