Hejka

,oj ma talent ta moja panna

.Jak ja rodzilam to miala byc Kinga ale polozna mowila,ze Kingi to rozrabiary wiec zmienilam na Pauline i jakos mis ei wydaje,ze mimo tego imienia to charakter ma typowo 'kingowy';D.Maz jest w Norwegii 6 lat,ja z dziecmi od 3,az sama sie dziwie,ze tyle czasu dalismy rade zyc na odleglosc

.Dzieciaki chodza do szkoly,do klasy powitalnej(tak to sie nazywa),ucza sie tu jezyka i dopiero wtedy kiedy nauczyciel uzna,ze znaja go dobrze pojda do narmalnej szkoly.Dzieciaki szybko chlona jezyk,moj syn w polsce w przedszkolu uczyl sie angielskiego wiec na podworku radzi sobie dosc dobrze,miesza dwa jezyki ale wszyscy wiedza o co chodzi

.W ogole tu system edukacji jest zupelnie inny,w ogole nie kupuje sie tu ksiazek i przyborow(zeszyty,olowki itp)bo to wszystko kazdy uczen dostaje za darmo od panstwa,niewazne czy norweg czy obcokrajowiec.W interesie rodzica jest tylko ubranie dziecka do szkoly

.Super bo w Polsce to podreczniki kolosalnie drogie

...jak widze w sierpniu w wiadomosciach,ze wyprawka dla pierwszoklasisty to ok 600 zl to wlos sie jezy...czesto jest to przeciez polowa pensji

ale coz dziecko do szkoly musi isc...