Witam po przerwie
No i wylądowałam w szpitalu... Hostoria była fatalna bo nie dość, że to plamienie to Bhcg spadło mi z 72tyś do 11tyś. Myślałam, że to już koniec. Zresztą lekarka prowadząca z którą skonsultowałam się telefonicznie nie dawała żadnych szans i wysyłała na izbę przyjęć - celem zabiegu ;-( Płakałam kilka godzin zanim odważyłam się iść do szpitala. To był koszmar...
W trakcie badania okazało się że astronauta żyje i ma się nieźle... Rano na obchodzie inni lekarze. Na postawie jedynie Bhcg oświadczyli że świadczy to o nieprawidłowym rozwoju ciąży i czy jestem na czczo pytają. Zlecają USG. Powiedziałam że miałam w nocy, byli zdziwieni że tętno stwierdzono. NA powtórce USG potwierdzili że ciąża żywa. Zlecono mi badanie pozimu progesteronu, bo ponoć Bhcg nie jest jedynym wyznacznikiem (czemu nikt nie powiedział tego wcześniej?). Progesteron w górnych granicach, ze względu na plamienie zostałam w szpitalu, rokowania się poprawiły. W każdym bądź razie odwołano zabieg...
NA pewno domyślacie się co czułam po tych wszystkich diagnozach. Teraz jestem mega szczęśliwa, bo na razie wszystko jest dobrze a ja już w domu. Nie mogę tylko pojąć dlaczego lekarze od razu sugerowali że to koniec, a nie dodali np. "kontynuujemy badania, trzeba jeszcze sprawdzić poziom progesteronu, Bhcg nie daje pełnego obrazu sytuacji."
Przez 2 dni umierałam ze strachu i przyznam, że przed każdym USG w szpitalu miałam mały atak serca. Łatwo jest powiedzieć "niech się pani nie deneruje bo stres szkodzi ciąży".
Teraz leżę w domu plackiem

. Całą energię skupiam na tym, żeby moje 11 tygodni szczęścia trwały do maja. ..
dora27 napisał(a)
Nika ty nie słuchaj lekarki tylko leć na pogotowie, takie plamienia są niedobre, a skoro mówisz że trochę jak @ plamisz to tym bardziej ruszaj do szpitala, naprawdę!