Ja jestem osobą wierzącą, co prawda nie do tego stopnia żeby co niedziela chodzić do kościoła ale zawsze przed ważnymi momentami w moim życiu starałam się iść na msze i pomodlić, wierze w to że Bóg mi wtedy pomoże i pomaga. Kiedy mój synek będzie trochę starszy to zapewne zacznie pytać co to jest kościół, po co się do niego chodzi, i będę wtedy starała się mu to wytłumaczyć tak aby zrozumiał. Mam nadzieje że dam rade

Rozmowy z dzieckiem na temat wiary nie należą do najłatwiejszych, jednak mimo wszystko rodzice powinny próbować odpowiadać dziecku na jego pytania tak jak potrafią. Jest wiele przedszkoli prowadzonych przez zakonnice ( ja do takiego chodziłam) nauczycielki są osobami świeckimi a siostry pomagają, w takich przedszkolach jest codzienna poranna modlitwa, dzięki temu dziecko może nauczyć się pacierza, wie jak należy się modlić a zakonnice wyjaśniają dzieciom kto to jest Bóg, one mają zdecydowanie większą wiedzę na ten temat i mogą dzieciom w dokładniejszy sposób wyjaśnić wszystkie niejasności związane z wiarą. Wiele słyszy się na temat księży, złe opinie często wpływają na naszą wiare, zniechęcamy się do kościoła i przestajemy wierzyć, mój mąż kiedyś powiedział coś takiego: „trzeba oddzieliś wiare od kościoła”, i ja też tym się kieruje, bo kościół i księża to jedno a to w co my wierzymy to drugie, jeżeli wierzymy w Boga to żadne zachowanie księży tego nie powinno zmienić, nie chodzimy przecież do kościoła dla księży tylko dla siebie. Nie wiem jak to się dzieje ale ja tak mam że jak pójdę na msze to z kościoła wychodzę jakaś odmieniona, lepsza? Nie wiem czy lepsza ale mam jakieś takie lepsze samopoczucie, jestem jakby trochę nawrócona, nie wiem jak to wytłumaczyć ale czuje się lepiej sama ze sobą, tak samo mam po spowiedzi, mimo tego że nie mam jakichś ciężkich grzechów to czuje się taka oczyszczona i przez to radośniejsza

dzieci kiedy są małe zabierane są często do kościoła na siłę przez rodziców, i słyszą tłumaczenia „ jest niedziela trzeba iść do kościoła”, ja wychodze z założenia że na siłe nie zaciągnie się drugiej osoby na msze, a jak już się zaciągnie to i tak nic nie wyniesie z tego że tam pójdzie i przez godzine będzie z nudów oglądać sufit i policzy kilka razy ile jest ławek, to po co? Jeżeli poczuje potrzebe to samo pójdzie, a takim zmuszaniem można tylko dziecko zniechęcić. W kosciołach są też specjalne msze dla dzieci, u mnie wtedy dużo się spiewa, nie ma kazania, tylko ksiądz schodzi do dzieci z ołtarza i prowadzi krótką rozmowe, zawsze jest dużo śmiechu i las rąk, bo każdy chce coś powiedzieć. Ta Masza jest taka wesoła, ja osobiście wole iść na taką niż słuchać półgodzinnego kazania o wszystkim i o niczym. Właśnie na takie msze powinno się zabierać dzieci, nie jest długa, i przez to dzieci bardzo chętnie na nią chodzą